Watchdog (2026) - Recenzja


Fabuła: Po ledwie przeżytym brutalnym napadzie, Travis Wilkes zaprasza włóczęgę, który uratował mu życie, do swojego odizolowanego domu, w którym mieszka wraz z dziewczyną. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że właśnie otworzył drzwi do nocy pełnej terroru i krwawej zemsty.

Opinia: W dzisiejszej recenzji parę słów na temat tegorocznego "Watchdog", w którym niczego nieświadomy Travis zaprasza do domu psychopatycznego mordercę. I co tu dużo mówić? Film jest poprostu drewnianym home invasion z drewnianym psychopatą, drewnianymi postaciami, do tego nagrany za worek ziemniaków. A thriller oprócz tego, że wypada nijako, to jest jeszcze momentami pozbawiony logiki. Ot przykładowo sekwencja finałowa, w której Travis ma oprawcę na muszce... Jak myślicie, co robi? Jeśli nie chce go zabijać, to chociaż strzela mu w kolano, żeby daleko nie uciekł? Czy może tamten jest na tyle sprytny, że wykorzystuje nieuwagę naszego bohatera i w konsekwencji wyrywa mu pistolet lub go nokautuje? No właśnie nie, bo nasz protagonista ma jakieś uber wielkie poczucie moralności, albo jest poprostu głupi i nie robi absolutnie nic. Rzuca jedynie takim "nie zabiję cię, bo jestem lepszy od ciebie", po czym odwraca się do niego plecami i idzie sobie, z nadzieją że zhańbiony napastnik odpuści, weźmie nogi za pas i ucieknie, zanim przyjedzie policja. No nic bardziej mylnego, bo typ po chwili rusza na niego i znów go atakuje. Po paru minutach walki ginie on z rąk żony Travisa. Aha, czyli babka miała jaja zastrzelić napastnika, który napadł na jej rodzinę, a facet nie? Oj Travis Travis, będziesz musiał to (hehe) przetrawić, że twoja żona ma wiekszo kochonez od ciebie. Piękne było to, jak tam po finale sobie siedział na ziemi z tempą miną, że jego kobieta zdobyła się na coś, na co on odwagi nie miał i obroniła honor rodziny. Jak by tak ten film przeanalizować, to by pewnie człowiek znalazł więcej głupot. Ale tych lepszych pomysłów też nie zabrakło. Ot między innymi morderca postanowił upewnić się, że związany Drew nigdzie się nie ruszy i ulokował na nim porcelanę i jeśli by zaczęła ona dzwonić lub się zbiła, to by zaalarmowała antagonistę. Ale facet i tak znalazł sprytny sposób na wydostanie się z uwięzi. Tak więc film ma swoje lepsze momenty. Lecz podejrzewam, że w przeciągu kilku dni i tak już nie będę o nim pamiętał. 

Moja ocena to 3+/10.

Karol D.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mumia: Film Lee Cronina (2026) - recenzja

Zabawa w pochowanego 2 (2026) - Recenzja

The Beauty (2026) - Recenzja