Dominion: Prequel to the Exorcist (2005) - recenzja


Reżyseria: Paul Schrader
Scenariusz: William Wisher Jr., Caleb Carr

Fabuła:
To alternatywna wersja tej samej historii – również rozgrywa się w 1949 roku, również dotyczy pierwszego spotkania ojca Merrina z demonem. Jednak „Dominion” skupia się bardziej na psychologii postaci, moralnych rozterkach i ukazuje egzorcyzm nie jako walkę fizyczną, ale duchowe starcie dobra i zła. Wersja Schradera to film dużo bardziej kameralny i refleksyjny.

Recenzja:
„Dominion” to film, który miał być pierwotnym prequelem „Egzorcysty”, ale został odrzucony przez studio za „zbyt artystyczny”. Gdy jednak wersja Harlina została zmiażdżona przez krytykę, Schrader dostał pozwolenie na wypuszczenie swojej wersji – w ograniczonej dystrybucji, bez większej promocji.

Efekt jest daleki od doskonałości technicznej (film miał znacznie mniejszy budżet i ograniczony czas postprodukcji), ale nadrabia klimatem, dialogami i etyczną głębią. Stellan Skarsgård w tej wersji naprawdę może zagrać – jego ojciec Merrin to człowiek złamany przez wojnę, szukający odkupienia. Demon nie jest tu tylko potworem – to metafora traumy, zła i ludzkiego cierpienia.

„Dominion” to powrót do duchowej, filozoficznej grozy, bliższy duchowi oryginalnego „Egzorcysty” niż jego hollywoodzki brat-bliźniak z 2004.

Ocena: 7/10
Niedoskonały, ale mądry. Duchowe kino grozy dla cierpliwych.

~Smiley~

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Popeye: The Slayer Man (2025) - Recenzja

A Knight's War (2025) - Recenzja

Autopsja Jane Doe (The Autopsy of Jane Doe) 2016 - recenzja